Przeskocz do treści

Wsrod przyjaciol 171x300 - Wśród przyjaciół Maciej SieńczykZaczyna się typową literacką sytuacją: Gospodarz zaprosił gości i zabawia ich różnymi opowieściami. Narrator rewanżuje się tym samym. A są to opowieści z gatunku tych, które od pierwszego do ostatniego zdania są zaskakujące, z dziwną puentą, albo w ogóle bez niej, prowadzące nie wiadomo dokąd. Opowiadaczy interesują osobliwości, fenomeny, dziwactwa własne i innych, przejawy chorób psychicznych, zbieractwo dziwnych przedmiotów i pamiątek po zmarłych. Czytelnik musi być uważny, ponieważ czasami jedna opowieść płynnie przechodzi w drugą i ktoś, kto chce czytać i jednocześnie zerkać w telewizor lub smartfona, może nie zauważyć nie tylko zmiany tematu, ale również języka użytego w tej książce. Piękny, bogaty, stylizowany na język używany w starych powieściach.

Wybujała wyobraźnia. To wyrażenie, które dobrze opisuje schorzenie, na które cierpi Maciej Sieńczyk. „Wśród przyjaciół” nie jest oderwane od życia. Bo przecież to co dziwne i osobliwe więcej może mówić o życiu, niż można się spodziewać.

Nie popełnijcie tego samego błędu, który ja popełniłem, a mianowicie przeczytałem książkę na raz. Warto jednak się zatrzymać i rozsmakować w tym oszałamiającej potrawie, którą serwuje autor.

©PrzemyslawPufal

Udawajmy że to się nie wydarzyło 200x300 - Udawajmy, że to się  nie wydarzyło Przeważnie prawdziwa autobiografia Jenny Lawson„Udawajmy, że to się  nie wydarzyło. Przeważnie prawdziwa autobiografia” Jenny Lawson. Nie wiem dlaczego sięgnąłem po tę książkę. Prawdopodobnie gdzieś przeczytałem, że jest zabawna.

Jenny Lawson, jedna z najpopularniejszych blogerek w USA napisała autobiografię. Nie przesadzajmy, są to wybrane scenki z życia, a nie pełen jego opis. Sama autorka napisała, że to prawda, co jest w książce, chyba, że nie. I już wiemy, że tej książce i jej autorce nie ma co do końca wierzyć. I może dobrze, ponieważ zgodnie z tym, co czytamy…

… Jenny Lawson dzieciństwo spędziła w Teksasie. Jej ojciec wypychał zwierzęta, a mama raczej była wycofana. Ojciec miewał dziwaczne, ale również i niebezpieczne pomysły. Na przykład znosił z okolicy do domu, żywe, dzikie zwierzęta. Jenny miała wraz z siostrą ciekawe, pełne przygód i raczej szczęśliwe dzieciństwo. A siostra była normalna.

Za to Jenny była chorobliwie nieśmiała, dopadły ją różne fobie, zespoły lękowe, problemy w relacjach z ludźmi. Pomimo to ukończyła studia, poznała w trakcie nich swojego przyszłego męża. Niby tyle zahamowań, a akurat to jej się udało. Miała na przykład problemy z rozmawianiem z ludźmi, ale już nie ma problemu ze słowotokiem, który objawia się w książce. Ciekawe.

O swoich poronieniach napisała krótko, rzeczowo i na poważnie. Każdy inny temat i wspomnienie to dziki humor, absurd i brak hamulców. Jakichkolwiek.

Pracowała w zasobach ludzkich, ale rzuciła pracę, gdy stała się znaną blogerką i zabrała się za pracę nad książką. Szkoda, że nie pisze jak doszło do tego wszystkiego. Choć wiele chyba wyjaśnia jej wyznanie, że pisanie o głupotach przychodzi jej łatwo.

I taka też jest ta książka. Lawson ma talent do zauważania i opisywania życiowych absurdów, niezwykłych rzeczy, które się jej zdarzają i prowadzenia rozmów rodem z komedii braci Marx. Z zastrzeżeniem, że nie wszystko to prawda i że blogerzy mają tendencję do koloryzowania swojego życia.

Polecam „Udawajmy, że to się  nie wydarzyło”, jeśli ktoś lubi humor i chce się trochę rozerwać. Ja w czasie czytania robiłem mniej więcej to, co robi mąż Jenny Lawson, gdy spotykają ją lub gdy sama wywołuje te wszystkie dziwne rzeczy w swoim życiu: kręciłem głową z niedowierzaniem.

©PrzemyslawPufal

Na wschód od zachodu Wojciech Jagielski 205x300 - Na wschód od zachodu Wojciech JagielskiKoleżka ma 40 lat, jego dziewczyna to Maggie. Duńczyk Eliksir jest z wykształcenia filozofem, jego dziewczyna ma na imię Karen. Święty błąka się po Indiach od trzydziestu lat. Kamal to Polka, córka znanej dziennikarki. Jej syn ma na imię Lhamo.

Hipisi, którzy mieszkają w Indiach i szwendają się po tym kraju i sąsiednich od wielu, wielu lat. Niektórzy całe życie. Ludzie, którzy z różnych powodów opuścili zachód i postanowili, że wschód będzie ich domem. Autor postanowił opisać ich koleje losu i region świata, który pomimo naszych podróży i medialnych relacji, nadal nie jest dobrze znany. To właśnie w Indiach Jagielski, dziennikarz i reportażysta głównie wojenny, stwierdził, że oprócz ludzi ważne są dla niego także miejsca.

Losy kilkorga z nich, spotkanych przez siebie w czasie reporterskich podróży, opisał Wojciech Jagielski w książce „Na wschód od zachodu”. Z hipisowskich ideałów wyleczyłem się wiele lat temu, ale z ciekawością sięgnąłem po tę książkę. Oprócz prasowych artykułów nie wiedziałem wiele o Dzieciach - Kwiatach mieszkających w Indiach. Lektura okazała się nie tylko pożyteczna, ale również po prostu wciągająca. Na przykładzie kilku życiorysów, Jagielski zdołał opisać całą hipisowską epokę i zmiany, które zaszły na subkontynencie indyjskim i przyległościach.  

A Indie to region niezwykły i dla nas wciąż z wieloma tajemnicami. Także tymi dotyczącymi mieszkających tam Europejczyków. W Erze Wodnika wielu z nich, podążając śladami zarówno swoich znajomych, pisarzy czy The Beatles, trafiło do Indii i przebywa tam do dziś. Poszukiwali czegoś nowego, mistycyzmu, oświecenia, chcieli poznać siebie. Uciekali przed konsumpcjonizmem, hipokryzją, zepsuciem zachodu. Także przed wojną, ale niestety na wschodzie wojny również wybuchały. Zmieniał się także region. Pojawiało się coraz więcej zwykłych turystów, wraz z nimi rozrastał się przemysł turystyczny, starzy hipisi stracili swoje enklawy. Wielu z nich jednak, pomimo dotarcia do regionu zachodniego stylu życia i związanych z nim negatywnych zjawisk, pozostało. Odnoszę wrażenie, że niektórzy demonizowali zachód i mitologizowali wschód.

Hipisi ruszali w drogę, aby znaleźć sens, odkryć tajemnice szczęśliwego życia, życia w harmonii ze sobą, światem i wszechświatem. Chcieli wolności od narzuconych praw, zwyczajów, przywiązań i oczekiwań. Ilu z nich znalazło to, czego szukało? Ilu nie przyznaje się do porażki? Ilu z nich zaznało rozczarowania, szyderstw, samotności? Wolność, miłość, braterstwo, harmonia, pokój. Co z tego zostało?

To nie jest typowy reportaż. a tym samym „typowy Jagielski”, ale jest równie dobry jak jego wcześniejsze książki. Wciąga w opisywany świat, a oddając głos bohaterom sprawił, że są czytelnikowi jeszcze bliżsi. Do tego stopnia, że chętnie dowiedziałbym się jakie są ich dalsze losy. Polecam.

„Tułaczka jest niekoniecznie poniewierką, raczej drogą do osiągnięcia świętości i doskonałości, najwyższej prawdy i wyzwolenia. Wyruszyć w drogę wydaje się więc pierwszym i koniecznym warunkiem wszelkiej odmiany i naprawy życia.”

©PrzemyslawPufal

Zapiski na biletach Michał Olszewski 183x300 - Zapiski na biletach Michał OlszewskiGdzieś kiedyś przeczytałem recenzję, która namieszała mi w głowie. Bardzo bowiem chciałem przeczytać „Zapiski na biletach” Michała Olszewskiego. Jakoś nie mogłem zdobyć tej książki i chyba nie tylko ja, ponieważ wyszło drugie, poszerzone wydanie, więc nie tylko ja szukałem „Zapisków na biletach”. Pytanie brzmi: czy warto było czekać?

„Jedynie spokojna uważność pozwoli przetrwać bez zbytniego szwanku małe podróże. Przetrwać, choć niekoniecznie zrozumieć.”

Michał Olszewski to dziennikarz, pisarz i publicysta. „Zapiski na biletach” to zbiór krótkich tekstów, choć nie tak znowu krótkich, żeby zmieściły się na biletach.

Autor, najczęściej samotnie, podróżuje do miejsc, w których większość z nas nigdy nie będzie, choć niektórzy tam mieszkają. I nie są to egzotyczne kraje, tylko głównie nasza prowincja.

Olszewski przemieszcza się przede wszystkim pociągami i w książce wyznaje wręcz miłość do takiej formy podróżowania.  

Opisuje błahostki, błyski, strzępy: ludzi, których mało kto zauważa, zanikające zwyczaje, przemiany obyczajowe, zmieniający się krajobraz, podsłuchane rozmowy, zauważone scenki uliczne, słowne ciekawostki, kurioza różnych miejscowości.

„Pokłady wiedzy, jakie tkwią w każdej z takich podróży, jeżeli tylko nie uciekniemy w sen albo gazetę, są niezmierzone. Gromadzę wszystkie te zdobycze, jak sroka gromadzi w gnieździe fałszywe świecidełka.

Jest ich coraz więcej. Pozwalają uwierzyć, że nuda jest jednym z najciekawszych zdarzeń, jakie mogą się przytrafić.”

Opisana Polska to przemijająca kraina, a jednocześnie gatunki ludzi i miejsc, które chyba nigdy nie wyginą…

Wszystko przefiltrowane przez wrażliwość autora, rzadko teksty są złośliwe, raczej jest to ciepła ironia. Niektóre teksty są dość konkretne, zdarzają się prawie mini-reportaże, inne są poetyckie, a wszystkie precyzyjnie skonstruowane. Wciągają, a przecież  Michał Olszewski pisze o tych fragmentach życia, które na pierwszy rzut oka nie są ciekawe, wręcz przeciwnie. Metafizyka codzienności. Gdyby każdy tak patrzył na to, co nas otacza, to szare życie byłoby bardziej kolorowe. Choć, czy musi?

„Nuda jest przygodą dla wtajemniczonych, trudną, ale najpiękniejszą. Nuda nas podnieca.”

Przeczytajcie, żeby i Was podnieciło.

„Każda podróż prowadzi również przez własne wnętrze.”

©PrzemyslawPufal

Odbicie Wojciech Nowicki 206x300 - Odbicie Wojciech NowickiWojciech Nowicki to pisarz, kurator wystaw fotograficznych i recenzent kulinarny.

Czytałem jego wcześniejszą książkę o fotografii, czyli „Dno oka. Eseje o fotografii” z 2010 roku (polecam!), dlatego też sięgnąłem również po „Odbicie”.

Tu również mamy do czynienia z esejami o fotografii. Wojciech Nowicki sięga po zdjęcia ze zbiorów swoich i muzealnych i na ich podstawie snuje swoje wciągające powiastki. Sięga po fotografie kuriozów,  dziwactw, zdjęcia pośmiertne, poświęcone różnorodnym tematom fotografie znanych, ale również anonimowych fotografów. Wilhelm von Bladowski, Michał Grein i Aneta Grzeszykowska to trójką twórców, którym poświęcił w tym tomie obszerniejsze teksty.

Można pomyśleć: przecież wystarczy spojrzeć na zdjęcie i widzi się wszystko, po co o tym jeszcze czytać? Nie jest to jednak prawda. Fotografie są dla autora pretekstem do snucia erudycyjnych opowieści nie tylko o zdjęciach. Oczywiście przede wszystkim są to teksty o nich samych  i fotografii jako takiej: jej istocie, funkcjach, celach, historii. O tym, czy opowiada prawdę, o manipulacji nią. Nowicki przywołuje w tych sprawach znane nazwiska: Czartoryska, Lewczyński, Barthes, Sontag. Zajmuje się nie tylko teoretycznymi i praktycznymi zagadnieniami, ale również interpretuje, dopowiada, stawia pytania, które rodzą się w trakcie oglądania fotografii.

Za każdym razem okazuje się jednak, że kolejny esej o fotografii to nie tylko lekcja interpretacji fotografii, ale tak naprawdę pisane pięknym językiem teksty o ludziach i życiu, o tym co małe ważne, i o rzeczach najważniejszych.

Dowodem na szczerość mojego zachwytu nad książkami Wojciech Nowickiego niech będzie deklaracja, że przeczytam je ponownie.  A to czynię rzadko.

©PrzemyslawPufal