Całe życie – Robert Seethaler Recenzja

Robert Seethaler to człowiek wielu talentów: pisarz, scenarzysta i aktor.

„Całe życie” to jego piąta książka. Została nominowana do Międzynarodowej Nagrody Bookera.

Andreas Egger, główny bohater powieści, to kaleka i  sierota.  Prawie równolatek XX wieku, wychowywany prze bliską rodzinę gdzieś w austriackich Alpach. Powolny w myśleniu i działaniu, ale solidny i pracowity, musi radzić sobie sam. Pracuje jako najemny parobek i robotnik, buduje na przykład koleje linowe. Wiąże się z Marie, tak samo prostą i ubogą kobietą jak on. Osiem lat spędza w niewoli u Sowietów. Więcej nie zdradzę. Poznajemy jednak, co obiecuje tytuł książki, całe jego życie. Wydarzenia mało znaczące i te najważniejsze, które wpływają na bieg losów Andreasa Eggera. Czasami wiążą się z życiem wioski (poza nią i radzieckim obozem nie zna innego świata), czasami właśnie z historią Austrii. Jednak jest to proste życie, w czasie którego zmiany cywilizacyjne Egger obserwuje ze spokojem, czasem tylko zainteresowaniem czy zdumieniem. Natura najczęściej jest hojna, ale potrafi również skrzywdzić i odebrać życie.

Powieść otwiera mocna scena opisująca lęk przed śmiercią. Dla mnie ta książka jest właśnie o tym: mocowaniu się z życiem, samotności, starości, śmierci i lęku przed nią. Jest oczywiście życie, młodość i miłość, ale w kontekście przemijania i ich kruchości.

Zapewniam, że powieść jest duża lepsza, niż moje próby opisania tego, co i jak napisał Robert Seethaler. Na niecałych dwustu stronach, ale w niespiesznej i jakby wyciszonej opowieści, mamy przedstawione całe życie człowieka, które równie dobrze mogło być losem właściwie kogokolwiek. Uniwersalna opowieść o życiu i śmierci.

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać