Na linii świata Manuela Gretkowska Recenzja

Natasza – Olga studiuje psychologię, a zarabia na życie rozbierając się w internecie na seksczacie. Jednym z jej klientów jest facet mieszkający i pracujący w Dolinie Krzemowej. Geniusz, geek, nerd, mający złe relacje z matką. I z innymi kobietami również. Matka jego syna zostawiła ich i wyjechała. Syn Ethan cierpi na zespół Aspergera.

Facet składa Nataszy propozycję pracy, ma się opiekować jego synem. On jest bardzo zajęty, pracuje nad stworzeniem kwantowych komputerów, które mają zrewolucjonizować nie tylko technologię, ale również ludzkie życie.

Po przylocie dziewczyny do USA zaczynają dziać się bardzo dziwne rzeczy. Wydaje się, że paranoja obejmuje wszystkich bohaterów książki, oni nie wiedzą co się naprawdę dzieje i czytelników również. Żmudnie odkrywają prawdę, ale czy rzeczywiście jest to prawda? Co jest realne, a co nie? Do tego dochodzą typowo psychologiczne problemy bohaterów z nawiązywaniem więzi, samotnością, sensem życia.

Philippe K. Dick obecny jest zarówno w rozmowach bohaterów, jak i jako… nie, nie zdradzę dlaczego i w jakiej jeszcze roli pojawia się w „Na linii świata”. Jego twórczość była także inspiracją dla Manueli Gretkowskiej przy pisaniu tej powieści. Trzeba mieć odwagę, żeby to zrobić i dać do ręki taką książkę fanom Dicka. Trudno jest dorównać Dickowi na jego poletku i moim zdaniem Gretkowska sobie  z tym nie poradziła. Przedstawiona wizja świata i finał powieści wydają mi się, choć to przecież fantastyka!, jakieś wydumane i mało spójne. Odniosłem również wrażenie pośpiechu autorki w dążeniu do zakończenia książki.

„Na linii świata” można przeczytać, ale nie trzeba.

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać