Marcin Kołodziejczyk – Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne, czyli archeologia ludzkiego doświadczenia. Recenzja

marcin-kolodziejczyk-bardzo-martwy-sezon-reportaze-naoczneMarcin Kołodziejczyk to już znany i uznany reportażysta. „Bardzo martwy sezon. Reportaże naoczne” to zbiór tekstów, które ukazywały się w „Polityce”. Tytuł książka wzięła od jednego z nich.

Jak że jest to zbiór, więc i tematów reportaży jest tu mnóstwo. Są historie zasłyszane w wiejskich sklepach i od pasażerów pociągów, mamy branżę porno i chrześcijańskich raperów, jest o linczu we Włodawie i transseksualizmie, mamy skutki upadku PGR-ów i fenomen wsi tematycznych, polską bezdomność i lumpenemigrację, jest o losach młodocianego aktora filmu „Sztuczki” i o tym, że Sławomir Mrożek i poeta Józef Baran pochodzą z Borzęcina koło Brzeska. Taka wyliczanka może sugerować, że to jakiś groch z kapustą, ale wszystkie teksty zawarte w tym tomie łączy wiele.

Głównym bohaterem jest oczywiście człowiek, głównie ten, któremu się nie udaje, niezależnie od tego, czy mieszka na wsi, w małym miasteczku czy większym mieście. Polska dziedziczona bieda, bezrobocie i stały element polskości: alkohol. Teraz trzeba już chyba dopisać również narkotyki.

Dziennikarz pokazuje nam przemiany, które przeszła Polska i Polacy od czasu przełomu politycznego, przez dziki kapitalizm, aż po czasy względnego spokoju. Zawsze jednak ktoś znajduje się na marginesie, wciąż wykluczeni z różnych powodów potrzebują pomocy. Żeby jednak im pomóc, trzeba ich zauważyć. I taką między innymi rolę pełni reportaż.


Marcin Kołodziejczyk opisuje również ludzi, którzy już zauważają nieszczęście i potrzebujących. Ludzi, którzy gdzieś w prowincjonalnej Polsce dokonują rzeczy, o których innym nie tylko się nie śniło, ale uważają, że nie da się ich robić. W mediach dominują politycy i tragedie, a głębiej jest coś więcej – całkiem ciekawi ludzie i Polska. Z jednej strony zawziętość, zawiść, inercja, a z drugiej ambicja, uparte dążenie do celu i pomoc innym. W książce jest więc równowaga w ukazywaniu różnych stron naszego kraju i naszej mentalności.

Kołodziejczyk nie stroni od używania w swoich reportażach narracji właściwie powieściowej, więc czytając niektóre z nich ma się wrażenie obcowania z opowiadaniami. Sporo tu humory, zarówno sytuacyjnego, jak i wynikającego z ciepłego stosunku dziennikarza do bohaterów swoich tekstów. I jeszcze na zachętę: czytaliście kiedyś reportaż z… korka ulicznego?! Ja pierwszy raz.

Archeologia ludzkiego doświadczenia. Do tego nurtu w posłowiu zaliczono te reportaże. Wiele to określenie mówi o ich tematyce.

A co z tym bardzo martwym sezonem? W miejscowościach turystycznych po sezonie jest jakaś magia, ale pewnie tylko dla mnie, turysty, a niekoniecznie dla ich mieszkańców…

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać