Miedzianka. Historia znikania – Filip Springer Recenzja

Co napisać o książce, o której napisano więcej stron niż ona sobie liczy? Na dodatek o książce, która została wydana dość dawno, więc nie ma pewności, że już nie jej czytaliście.
Ale co tam! Mówię więc wam, że to świetny reportaż.
Dziękuję za uwagę.
Nie, ta książka zasługuje na poważniejsze potraktowanie.
Filip Springer to doświadczony pisarz i dziennikarz, a „Miedzianka” to był jego debiut i od razu znakomita książka.
Temat reportażu jest mało ważny, ponieważ co kogo obchodzi zniknięcie jakiegoś miasteczka, jeśli nie mieszkałem w nim albo nie leżało na tyle blisko, żeby je znać? Temat więc mało ważny, ale wykonanie wspaniałe.
Banałem będzie stwierdzenie, że dzięki Springerowi miasteczko i jego mieszkańcy ożywają w trakcie czytania. Poprzez historie konkretnych ludzi poznajemy dzieje jednej z wielu miejscowości, które zniknęły z powierzchni ziemi czy to przez naturalne procesy, czy to przez ludzkie decyzje.
W „Miedziance” są cytowane i źródła historyczne i wspomnienia, choć oczywiście pomimo reporterskiej rzetelności, Springerowi nie udało się opisać całego świata Miedzianki. Jest to po prostu niemożliwe.
W książce znajdziecie tylko kilka zdjęć, bo ważniejsze jest tu słowo. Fotografie można znaleźć w internecie.
Historia Kupferbergu – Miedzianki jest ciekawa, bo miasteczko przechodziło z rąk do rąk, zabijało swoich mieszkańców, trwało, ale też zniknęło przez to, co było jego szczęściem i nieszczęściem zarazem: uran.
Jak zwykle zdenerwuję was i nie będę tu podawał żadnych szczegółów – po prostu przeczytajcie. Tym bardziej, że nie da się streścić prawie trzystustronicowego reportażu, na którego napisanie autor poświęcił dwa lata.
Jest to też książka nie tylko o znikaniu, ale również o pamięci.

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać