Ocalony. Ćpunk w Kościele – Andrzej Sowa Recenzja

Kto pamięta lata 80-te, ten szybko przypomni sobie czytając książkę „Ocalony. Ćpunk w Kościele” Andrzeja Sowy, tamte klimaty.
Autor opisuje swoje życie. Był molestowany, został zgwałcony. Jego ojciec pił, on sam szybko zaczął pić i ćpać. Postanowił zostać punkiem, rzucił szkołę, założył zespół.
Taki typowy życiorys młodzieży w latach 80-tych. No, może przesadzam, ale niewiele.
Zespół, o nazwie Maria Nefeli, wystąpił nawet w Jarocinie, ale Sowa został z niego wyrzucony. Absorbowały go ważniejsze sprawy.
Był bezdomny, tułał się po melinach, produkował heroinę. Ćpał co się dało i co miał. A miał również wiele dziewczyn. Ćpał nawet na odwyku. Kradł, żebrał, zrujnował sobie zdrowie.
Opisy tego, co robił i jak żył, mogą szokować osoby, które nie zetknęły się z takim, hm, stylem życia.
Pewnego razu został podstępnie zwabiony na rekolekcje. Bóg go uzdrowił z nałogu, a później również z choroby. Sowa nawrócił się.
Kolejna część książki to opis życia po. Życia po nałogu.
W całości to męska opowieść, bez ściemniania. Szczera. I to nie jest wielka literatura. Bo też nie o nią tu chodziło. Chodziło o danie świadectwa. Zarówno wiary w Boga, jak i swojego życia. Koniec końców uratowanego, choć wiele razy były blisko śmierci. Tej fizycznej, jak i duchowej.
Być może nie jest to lektura, którą przeczytasz swoim dzieciom do poduszki. Ale jeśli są już nastolatkami, być może warto tę książką im podrzucić. A potem porozmawiać na jej temat. A może również zaproponować, aby Andrzej Duda przyjechał na spotkanie do ich szkoły.
Może jeszcze choć jedno życie, i to fizyczne i to duchowe, zostanie ocalone.

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać