Przeskocz do treści

Obroncy skarbow 195x300 - Obrońcy skarbów. Alianci na tropie skradzionych arcydzieł  Robert M. Edsel, Bret Witter RecenzjaRecenzowałem już tutaj książkę w zasadzie identyczną jeśli chodzi o treść, czyli „Grabież Europy”. Obie opowiadają o wysiłkach aliantów w ratowaniu dzieł sztuki zagrabionych przez Niemców a także tych znajdujących się w latach 1944 – 1945 na terenach objętych działaniami wojennymi.
„Obrońcy dzieł sztuki. Alianci na tropie skradzionych arcydzieł” to książka napisana przystępniej, niż naukowa „Grabież Europy”. Mamy tu wprawdzie dokumenty, zdjęcia, dane, cytaty, ale przede wszystkim jest to beletryzowana wielka historia z małą historią ludzi, którzy ratowali dzieła sztuki przed zniszczeniem i zagrabieniem.
Dość dobrze poznajemy ludzi, którzy wzięli udział w akcjach ratowania europejskiego dorobku kulturalnego. Możemy przeczytać także o ich życiu przed misją, również prywatnym. Dzięki temu staję się czytelnikowi bliżsi i tym bardziej przeżywamy ich przygody, prawdziwe przygody przypominam.
Walczyli nie tylko z czasem, kradnącymi Niemcami, ale także biurokracją ich wojsk. Ich praca była ogromna pod względem logistycznym, wywiadowczym, fizycznym.
Obrońcy zabytków, dzieł sztuki, książek itp. niestety również ginęli…
Siłą rzeczy autor musiał wybierać opisywane dzieła, akcje, miejsca, historie, bo było ich zbyt wiele, aby zawrzeć ich opisy w tego typu książce.
Książkę czyta się łatwo, napisana jest momentami jak książka sensacyjna, dialogi również ułatwiają lekturę.
Świetna lektura nie tylko dla miłośników historii czy sztuki, ale również dla osób, których fascynują niezwykłe historie.

©PrzemyslawPufal

Grabiez Europy Lynn H. Nicholas 200x300 - Grabież Europy – Lynn H. Nicholas Recenzja„Grabież Europy” przedstawia trochę inne oblicze II wojny światowej. Oczywiście stawia się pytania czy warto było zajmować się ratowaniem światowego dziedzictwa kulturowego, gdy ginęli ludzie. Pytanie jest bez sensu, bo trzeba było robić i to i to. A ta książka udowadnia to ponad wszelką wątpliwość.
Hitler i jego machina zniszczenia walkę z tak zwaną przez nich sztuką zdegenerowaną zaczęli u siebie, wyrzucono ją z państwowych placówek, artystom zabroniono tworzyć, dzieła niszczono. To był tylko wstęp do tego, co zrobili później.
Jednocześnie już wtedy, jeszcze przed rozpętaniem wojny, hitlerowcy próbowali kupować dzieła sztuki i albo zaczynali tworzyć swoje kolekcje albo handlowali nimi.
Pytanie na marginesie: czy zarówno zainteresowanie Hitlera sztuką, jak i jego nienawiść do pewnych jej gatunków i przedstawicieli można tłumaczyć tym, że był niespełnionym malarzem?
Miał plany co do dzieł sztuki w Europie, którą chciał podbić. A różne kraje posiadały plany ich ratowania, plany lepsze i lepiej zrealizowane, niż nasze plany obrony kraju w 1939 roku.
Niemcy, jak to oni, rabowali systematycznie. Łupem padały zarówno zbiory państwowe jak i prywatne. W książce znajduje się rozdział o Polsce, ale niezbyt obszerny. Nasze dzieła sztuki w czasie wojny krążyły po całym kraju, po Niemczech, wielu nigdy nie odnaleziono.
Są rozdziały o Rosji i państwach Europy Zachodniej. Książka bogata jest w mnóstwo szczegółów, ale one o dziwo nie przytłaczają. Poznajemy losy dzieł, muzeów, kolekcji, ale także kolekcjonerów, marszandów, kustoszy. Działania tych ludzi zarówno w ratowaniu jak i współpracy z Niemcami, są fascynujące. Mowa jest nie tylko o obrazach, ale również meblach czy przedmiotach sztuki dekoracyjnej. Hitler, Göring i cała reszta bandytów rabowali, walczyli między sobą, czasami kupowali, kiedy indziej szukali pretekstów prawnych, aby zagarnąć jak najwięcej. Robili to nawet wtedy, gdy ich klęska była przesądzona, ale próbowali w ten sposób zabezpieczać przyszłość, jeśli nie swoją, to przynajmniej swoich rodzin. Ostatnie odkrycia dzieł sztuki u potomków faszystów dowodzą, że przynajmniej niektórym się to udało.
Bardzo poważnie sprawę potraktowali Amerykanie. Po Pearl Harbor zaczęli ewakuować i chronić sztukę nawet na swoim terenie. Powołali specjalne instytucje, które, choć nie bez kłopotów, miały za zadanie chronić dzieła nawet w Europie. A zadanie było tym trudniejsze, że musiano chronić zabytki i ich wyposażenie przed zniszczeniem przez wojska obu walczących stron: aliantów i Niemców. I oczywiście Rosjan, którzy rabowali, kradli i niszczyli również na wielką skalę.
Alianci karali swoich żołnierzy za szabrownictwo, bezmyślne niszczenie dzieł sztuki, Rosjanie nawet o tym nie pomyśleli. Związek Radziecki kradł i niszczył tak jak robili to wcześniej Niemcy.
Alianci we współpracy z Niemcami ocalili Rzym, Paryż i inne miejsca. A pamiętamy co się stało z Warszawą? Nie zadbaliśmy ani o życie ludzi, ani o samo miasto (i inne).
Koniec wojny przyniósł mnóstwo pracy w poszukiwaniu, odkrywaniu i zabezpieczaniu zawartości repozytoriów, w których Niemcy ukryli to, co zrabowali a także niemieckie dzieła sztuki.
Nie da się oszacować strat, jakich doznała kultura europejska na skutek działania hitlerowców i komunistów. Książka „Grabież Europy” pokazuje tylko część walki o zachowanie nie tylko materialnych przejawów działalności człowieka w postaci dzieł sztuki, ale także walki o zachowanie tożsamości.
Prawdopodobnie nigdy już nie dowiemy się o losach wielu obrazów, rzeźb, mebli, ozdób, fotografii. Wiele z nich został zniszczonych, inne niszczeją w jakichś kryjówkach, kolejne znajdują się w prywatnych kolekcjach, a także w państwowych muzeach. Do dziś przecież państwa i różne organizacja zajmują się próbami odzyskiwania skarbów kultury zagrabionych w czasie II wojny światowej.

©PrzemyslawPufal

Wzgorze Psow Jakub zulczyk 190x300 - Wzgórze Psów Jakub Żulczyk RecenzjaMikołaj piętnaście lat temu napisał książkę o miejscowości, z której pochodzi. Justyna, jego żona, straciła pracę jako dziennikarka, jest uwikłana w romans w pracy. Z Warszawy przeprowadzają  się do ojca Mikołaja, na Mazury, do miejscowości Zybork, ponieważ nie mają pieniędzy na spłacanie kredytu na mieszkanie, a nawet na pomieszkiwanie w stolicy.

W miasteczku ojciec walczy z układem: panią burmistrz i bandytami. Zaginęli ludzie, w tym znajomy ojca, nikt nie wie co się z nimi stało. Brat Mikołaja walczy z żoną o prawo do widywania się z dziećmi.

To tylko zarys fabuły „Wzgórza psów”, kilkusetstronicowej książki, która powoli wciąga czytelnika, osacza swoją atmosferą i nie pozwala oderwać się od czytania. Wszyscy bohaterowie powieści mają swoje tajemnice, które autor powoli odkrywa, choć nierzadko również zwodzi. Ukazuje nam się również dramatyczna i zaskakująca historia miasteczka, którą stworzyli jego mieszkańcy. Tu każdy z każdym jest czymś powiązany, jeśli nie teraźniejszością, to przeszłością. Każdy każdego zna, a jedocześnie nikt nikogo nie zna zbyt dobrze. Fakty mieszają się z domysłami, emocje rosną, ludzie wciąż się krzywdzą.

Ktoś, kto mieszka w niedużym mieście, bez problemu zobaczy w Zyborku odbicie swojej małej ojczyzny. Często niebezpiecznej, czasami znienawidzonej, ale tkwiącej w człowieku nawet wtedy, gdy wyprowadzi się daleko, na przykład do stolicy.

Nie chcę zdradzić zbyt wiele, ale trudno wśród postaci z powieści znaleźć kogoś, kto nie ma niczego na sumieniu, jak to w życiu bywa. Zresztą zło w różnej postaci jest jednym z bohaterów „Wzgórza Psów”. Zastanawiam się czy nie najważniejszym, ale wtedy musiałbym uznać, że… aż strach pomyśleć!

Książki Jakuba Żulczyka nie można przypisać to jednego gatunku, ponieważ jest to i powieść obyczajowa, i kryminał,  i thriller i co tam czytelnik jeszcze dostrzeże w tej fascynująco posępnej historii.

Pomimo ponurego tematu i smutnych losów czyta się powieść świetnie. Przez kilkaset stron nie czułem znużenia lekturą, przywiązałem się do bohaterów i żałowałem, że nie ma ciągu dalszego. Tajemnice ludzkiej natury, ponure lasy, straszna przeszłość, skomplikowana teraźniejszość i niewiadoma przyszłość. Życie, samo życie.

©PrzemyslawPufal

Moralisci Katarzyna Tubylewicz 199x300 - Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie Katarzyna Tubylewicz RecenzjaKatarzyna Tubylewicz kilkanaście lat mieszka w Szwecji, zna ten kraj i jego mieszkańców, a jednak nie straciła ciekawości co do nich i to w tej książce się wyczuwa.

A z czym mamy do czynienia? Są to wywiady ze Szwedami, zarówno w tym kraju urodzonymi, jak i osiadłymi. W Polsce określilibyśmy rozmówców jako reprezentantów raczej centrum i lewicy, ale spokojnie,  nie zatracili oni w miarę obiektywnego spojrzenia zarówno na Szwecję, jak i Szwedów.

Wysoki współczynnik zaufania społecznego, silne przywiązanie do państwa, ideały humanistyczne, prawa kobiet, równouprawnienie, tolerancja i prawa dla osób homoseksualnych, feminizm, niewtrącanie się w czyjeś życie, egalitaryzm, brak hierarchii, płaskość struktur. To do niedawna opisywało Szwecję i jej mieszkańców. Na skutek otwartości polityki migracyjnej i integracyjnej pojawiło się tam dużo migrantów, a tym samym przemiany społeczne i mentalne przyspieszyły. Szwecja znajduje się na etapie formowania czegoś nowego, a temu zawsze towarzyszy mniejszy lub większy chaos. Wszyscy próbuję się  w tym odnaleźć. Wielokulturowe społeczeństwa to nowe problemy, brak zaufania, przemoc, tematy tabu, ale też przecież między innymi ubogacenie kultury, spotkania z nieznanym, dzięki którym można się wiele nauczyć. Wszystkim tym przemianom towarzyszy burzliwa dyskusja, w której uczestniczą również bohaterowie tej książki.

Dla większości Polaków Szwecja to potop, Ikea, Abba, Astrid Lindgren; dla jednych socjaldemokratyczny raj, dla innych piekło nowoczesności. W Polsce wypisuje się i mówi wiele bzdur na temat Szwecji w czasach przemian. Warto poświęcić wieczór na przeczytanie „Moralistów”. Dzięki książce lepiej będziemy rozumieć Szwedów i ich mentalność  w czasie ważnych zmian, jakie się w Szwecji dokonują.

©PrzemyslawPufal

Znaki szczegolne Paulina Wilk 190x300 - Znaki szczególne Paulina Wilk RecenzjaZ dużym zaciekawieniem sięgnąłem po książkę Pauliny Wilk, ponieważ tematyka wydała mi się bardzo interesująca. I nie zawiodłem się, choć małe rozczarowanie było, ale nie z winy autorki. Otóż jestem starszy od niej, Wilk to rocznik mojej siostry (1980), więc część wspomnień dotyczy raczej młodszego pokolenia. A to już duża różnica, bo różniły nas nie tylko pamięć sięgająca wcześniej, ale również zabawki, funkcjonowanie szkoły, programy telewizyjne i tym podobne. Czekam więc na opis przełomu dokonany przez mojego równolatka.
Wróćmy jednak do „Znaków szczególnych”, książki, która na pierwszy rzut oka może odstraszać, bowiem zapowiada się na socjologiczny traktat. Jest jednak nie tylko nim, ale i dobrze czytającą się opowieścią z mnóstwem szczegółów z życia z lat 80-tych i 90-tych. Paulin Wilk nie tylko posiada dar sprawnego opowiadania, przywoływania przeszłości, ale również zamieniania tego w trafne spostrzeżenia na temat całego pokolenia. Dokonuje uogólnień, z którymi nie można się nie zgodzić.
Moje pokolenie, jak również pokolenie mojej siostry i Pauliny Wilk, to ludzie będący trochę z tamtej epoki i już trochę z nowej. Czasami nie wiedzący jak oceniać tamtą i jak wykorzystać obecną. Wchodziliśmy w dorosłe życie skażeni PRL-em, ale kojarzącym nam się z beztroskim dzieciństwem. Musieliśmy szybko nauczyć się nowej epoki i przystosować do niej. Nie było łatwo. Młode pokolenia, które nie pamiętają czasów sprzed `89 roku, nie zrozumieją naszych problemów. Starsi zrozumieją, ale oni nie byli w stanie nam pomóc, ponieważ mieli własne problemy z nowymi czasami i zasadami nimi rządzącymi. Czasy przełomu były trudne dla większej części społeczeństwa. Gdy dotychczasowy porządek umiera, a rodzi się nowy, nic nie jest oczywiste ani proste.

Otrzymaliśmy peerelowskie dzieciństwo, a zaraz potem wolność i mnóstwo możliwości. Jak sobie z tym poradziliśmy? Czy w ogóle poradziliśmy sobie z tym rozdarciem?
Naprawdę warto sięgnąć po „Znaki szczególne”. Szczególna to autobiografia, tak jak szczególni są jej bohaterowie: dzieci polskiej transformacji.

©PrzemyslawPufal