Śmierć czeskiego psa Janusz Rudnicki Recenzja

„Śmierć czeskiego psa” to, nie da się ukryć, nie jest nowość, ponieważ ten zbiór tekstów został wydany w 2009 r. Teksty Rudnickiego jednak, tak jak moja Żona, nie starzeją się nic a nic!

Na okładce pan autor napisał, że to jego najlepsze teksty i, niestety, uważam, że tak jest do tej pory. Jego kolejne książki, artykuły i recenzje tylko w porywach dorównują tym ze „Śmierci czeskiego psa” – takie one są, skubane, dobre!

Moim zdaniem powinno się je czytać na głos, może nie przy dzieciach, ale głośno, ponieważ są tam zdania przecudnej urody.

Cytatów nie będzie, przeczytajcie sami i zaśmiewajcie się do rozpuku.

Rudnicki wkurzy osoby, które za wszelką cenę w każdym zdaniu każdego pisarza poszukują śladów biograficznych. No, bo do pewnego stopnia można uwierzyć, że Rudnickiemu przydarzają się dziwne, zabawne, niepokojące przygody, ale nie można uwierzyć, że te teksty z tego niestety niezbyt obszernego tomiku, są dokładnym opisem tego, co przeżył Rudnicki. Nie napiszę wiele o fabule,  bo gdybym zdradziłbym od razu powalające puenty, to byście mieli mi to za złe, prawda? Mogę tylko wspomnieć, że czytając mamy do czynienia z bohaterami, których może w rodzinie mieć byśmy nie chcieli, ale za to chcielibyśmy spotkać ich raz do roku na wakacyjnym szlaku, to już jak najbardziej.

Bo jak napisało wydawnictwo: Obywatel Niemiec Adam Kowalski, mimowolny przemytnik ślimaków winniczków z Czech, zostaje pomylony z obywatelem Niemiec Adamem Kowalewskim, przemytnikiem papierosów z Polski, i aresztowany. Emerytowany nauczyciel, w dwudziestą rocznicę śmierci swojej żony, wyrusza w podróż na Sycylię do Taorminy z prozą Iwaszkiewicza pod pachą. Zakochuje się w młodej artystce cyrkowej i przyjmuję posadę klauna, traci głowę, pieniądze i bilet powrotny do Polski. Mieszkańcy Zgorzelca pielgrzymują do Görlitz, aby nie całkiem honorowo oddać Niemcom polską krew. A wcale nie są to opisy tych najciekawszych opowiadań.

A oprócz opowiadań są jeszcze niesamowicie napisane życiorysy paru mniej i bardziej znanych osób z faktami, o których nie miałem pojęcia.

Prawda, że obiecuje to świetną przygodę z literaturą? Ale obietnica to pikuś, bo dostaniecie o wiele więcej. Tak jak Rudnicki w tej książce bawi się słowem, tak wy nie umiecie swoimi…, no wiecie czym, no nie umiecie i już!

I życzyłbym sobie, żeby ten łobuz Rudnicki jeszcze kiedyś napisał choć parę opowiadań na takim poziomie, jaki zaprezentował w „Śmierci czeskiego psa”.

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać