Śpiewaj ogrody – Paweł Huelle Recenzja

O tej książce, zresztą jak o każdej Pawła Huelle, powiedziano bardzo wiele. I to już przed premierą. Po co więc jeszcze ja dołączam do tego chóru pochlebców? Książka po prostu na to zasługuje.
Od pierwszego zdania miałem poczucie, że będzie to fascynująca powieść, doskonale opowiedziana.
Czytam więc sobie o chłopcu, który żył w powojennym Gdańsku, czytam o Trójmieście. Bohaterów i ich historii jest więcej: historia ojca chłopca, jego przyjaciela Kaszuba, Niemki Grety, do której rodzina dziecka jest dokwaterowana, jej męża, który odkrywa nieznaną operę Wagnera, w końcu pierwszego właściciela domu Francois de Venancourt i jego ciemnych tajemnic. Losy tych ludzi na skutek historii, która wkracza w ich życie, przeplatają się i łączą czasami zupełnie niespodziewanie.
Mamy więc kilka planów czasowych i przestrzennych: dawne dzieje właściciela domu, czasy przedwojenne i życie Niemców, którzy nie sympatyzowali z hitlerowcami, wojna, początki rządów komunistów.
Bohaterowie to nie tylko ludzie, ale również Gdańsk, Trójmiasto, a także poezja i muzyka. Tego jednak należało się spodziewać po Pawle Huelle.
„Śpiewaj ogrody” to powieść, która wciąga nie tylko losami i przygodami jej bohaterów, ale również tekstami o poezji, muzyce, w końcu również jako traktat historiozoficzny. Wszystko to jednak, choć oczywiście erudycyjne, podane jest przez autora jako wspaniała opowieść. A Huelle opowiadać potrafi, oj potrafi!
Dla mnie te opowieści są z jeszcze jednego powodu fascynujące: w mojej rodzinie były osoby, które mogłyby posłużyć za pierwowzór kilku bohaterów książki. Być może i one i ich tragiczne losy zasługują na takie uwiecznienie. Nie sądzę jednak, żeby Paweł Huelle pisał biografie na zamówienie. I dobrze, niech się weźmie za kolejną powieść. Czekam!

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać