Przeskocz do treści

Lem zycie nie z tej ziemi 186x300 - Lem Życie nie z tej ziemi Wojciech Orliński Recenzja„Lem. Życie nie z tej ziemi” to naprawdę pierwsza polska biografia jednego z najbardziej znanych na świecie polskich pisarzy? Wstyd!

Na szczęście Wojciech Orliński, dziennikarz, pisarz, a od dziecka fan Lema, nadrobił tę naprawdę wstydliwą zaległość.

Stanisław Lem urodził się we Lwowie,  w rodzinie żydowskiej. Z całej rodziny wojnę przeżył tylko on, jego rodzice i kuzyn, Marian Hemar. Był dzieckiem z dużą wyobraźnią i utalentowanym technicznie młodym człowiekiem, ukończył jednak medycynę (jak ojciec). W czasie wojny zetknął się z amerykańskim science fiction, wtedy też napisał swoją pierwszą powieść.

Po wojnie osiadł w Krakowie i rozpoczęła się kariera tego niezwykłego pisarza.

Zarówno pasja, jak i wykształcenie techniczne z pewnością pomogły Wojciechowi Orlińskiemu napisać biografię pisarza, który przede wszystkim znany jest z literatury, którą określamy mianem science fiction. Pamiętajmy jednak , że Lem nie jest autorem tylko i wyłącznie fantastyki naukowej ( w tym fantastyki aluzyjnej - realia bloku wschodniego w kostiumie fantastycznym. Pisywał  przecież również inne powieści i opowiadania i uprawiał różne gatunki, na przykład  eseje i felietony.

W swoich książkach wykorzystywał elementy ze swojego życia, oczywiście nie pisząc o tym wprost, ale swoje życie prywatne chronił. Orliński opisuje również historie pisania poszczególnych książek i perypetie związane z ich wydawaniem.  Podaje inspiracje Lema, opisuje podróże i zainteresowania. Czy muszę pisać, że Lem dużo czytał?

W książce mamy również opisane gry z cenzurą, życie w PRL-u, stosunek pisarza do władzy i opozycji, sprawy finansowe, wydawnicze. Trochę za dużo i zbyt szczegółowo, jak na mój gust, jest informacji o samochodach, które dla Lema były ważne, ale…

„Lem. Życie nie z tej ziemi” ma bogate tło historyczne, ale inaczej nie można opisywać życia mieszkańca tej części świata. A przyda się ono szczególnie ludziom młodszym i czytelnikom zagranicznym.

Lem nie jest obiektem łatwym do opisania, bo często ukrywał różne sprawy, kluczył, nie wypowiadał się jasno i szczerze nawet przed żoną. Szczególnie traktował tak traumy wojenne.

W związku z tym Orliński zaznacza, że pisze o tym, co mu wiadomo, a nie jak na pewno było. Autor stawia pytania i hipotezy, nie zawsze udzielając odpowiedzi, ale z powodu odpowiedzialności za słowo, a nie z lenistwa.

Mnóstwo w książce anegdot, cytatów z listów, powieści i publicystyki. Zadziwiająco mało napisał o żonie Lema i ich wzajemnych relacjach.  Fotografie są, ale jak to u mnie bywa, zawsze mi ich mało.

Biografia dobra, pewnie przez lata będzie jednym z głównych źródeł wiedzy o Lemie i jego twórczości, zarówno w Polsce, jak i w innych krajach.

Status fantastyki zmieniał się przez lata, ale wydaje mi się, że na przykład w szkołach nigdy nie był wysoki. Czy Lem nadal jest czytany? Odnoszę wrażenie, że nie bardzo… „Lem Życie nie z tej ziemi” Wojciecha Orlińskiego to dobra okazja, żeby poznać Stanisława Lema i posmakować jego twórczości.

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Lem Życie nie z tej ziemi Wojciech Orliński Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

Moj znak 209x300 - Mój znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach Jerzy Illg RecenzjaNo, to już wiadomo o czym ta książka. Tytuł mówi wszystko.

Redaktor Wydawnictwa Znak wydał po prostu swoje wspomnienia, w których pojawiają się:

nobliści – wydawnictwo i redaktor może pochwalić się kilkoma,

kabarety – Kraków, więc kabarety muszą być

przyjaźnie – a czemu nie miałby się pochwalić Illg przyjaźniami ze sławnymi ludźmi?

książki – no to jest jasne

kobiety – są, ale nie spodziewaj się pikantnych szczegółów.

A może tak parę nazwisk bohaterów książki? Czesław Miłosz, Wisława Szymborska, Stanisław Barańczak, Seamus Heaney, Józef Tischner, Leszek Kołakowski, Norman Davies, Ryszard Kapuściński, Andrzej Szczeklik.

Recenzenci kręcą nosem, że Jerzy Illg się chwali, że taki nieskromny, że za mało dowiadujemy się o samym wydawnictwie. Autor ani nie obiecywał, że będzie to monografia Znaku, ani że będzie udawał, że znajomości ze sławnymi tego świata go nie cieszą. Dla osób zainteresowanych literaturą, ciekawostkami z życia pisarzy i poetów będzie to ciekawa lektura. Poza tym w książce jest sporo anegdot, a że Jerzy Illg posiada poczucie humoru, czyta się całą książkę bez znudzenia.

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Mój znak. O noblistach, kabaretach, przyjaźniach, książkach, kobietach Jerzy Illg Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

Beksinscy 211x300 - Beksińscy. Portret podwójny – Magdalena Grzebałkowska RecenzjaKażdy, kto interesuje się sztuką i muzyką, zna postaci Beksińskich, seniora Zdzisława i juniora Tomasza. No, może jednak tych ludzi nie ma znowu tak wiele…
Ja prace Zdzisława Beksińskiego znałem, ale zbytnio nie ceniłem. Zresztą podobnie było z Tomaszem. Słuchałem jego audycji w mojej ukochanej radiowej Trójce, ale mieliśmy odmienne gusty muzyczne. Poza tym ja dorastałem, hm, na pewno szybciej, niż Tomek i koniec końców jego teksty i audycje zaczęły mnie irytować.
Z pewnością obydwaj byli oryginałami i pewnie dzięki temu przeszli do historii, Zdzisław sztuki a Tomasz, hm, powiedzmy, że sztuki radiowej.
A teraz, jeśli nie znacie ich życiorysów (bo na przykład nie obejrzeliście filmu „Ostatnia rodzina”), zepsuję wam radość z zakończenia książki. Choć w kontekście tego, jak obaj zakończyli swoje życie, trudno mówić o radości, bowiem junior popełnił samobójstwo, a senior został zamordowany.
Przeczytałem tę biografię, dwóch, a właściwie trzech osób, bo bohaterką jest również żona seniora i matka juniora, biografię świetną zresztą i stwierdzam, że książka jest lepsza od dokonań obydwu Beksińskich. Czy to oznacza, że autorka mitologizuje swoich bohaterów? Nie, wręcz przeciwnie!
Ta biografia to przestroga, Zdzisław Beksiński nie powinien mieć ani żony, ani dziecka, a Tomek Beksiński nie powinien nigdy istnieć. Senior był bowiem trudny we współżyciu. Użyłem eufemizmu. A junior od zawsze chciał umrzeć.
Tak można by skwitować ich życie, ale Magdalena Grzebałkowska odwaliła kawał dobrej, Beksińskim już niepotrzebnej, roboty. Mocno nagrzebała się w ich biografiach, przytacza mnóstwo listów, wypowiedzi, wspomnień samych Beksińskich i ludzi, którzy ich znali. Kopalnia wiedzy, jak to się mówi, nie tylko o Beksińskich, ale w ogóle o ludziach i życiu.
Tę książkę powinni dawać do przeczytania wszystkim chętnym do założenia rodziny i posiadania dzieci. Może część z nich by się opamiętała!
Gdyby chcieć odpowiedzieć na pytanie: jak się czyta tę książkę, to czyta się ją bardzo dobrze, choć osoby myślące w trakcie czytania raczej nie będą się czuły komfortowo. Samo życie, panie i panowie, samo życie…

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Beksińscy. Portret podwójny – Magdalena Grzebałkowska Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

Najgorszy czlowiek na swiecie Małgorzata Halber 211x300 - Najgorszy człowiek na świecie Małgorzata Halber RecenzjaMałgorzata Halber od dziecka była znana i rozpoznawana. To i krucha konstrukcja psychiczna, były dobre podstawy do uzależnienia się od alkoholu i narkotyków. A piła od 14 roku życia, potem paliła również marihuanę.

Od zawsze miała problemy w kontaktach z ludźmi, choć mogło się wydawać zupełnie co innego. I zawsze miała problemy ze sobą, co też niekoniecznie było widoczne. Tak jak i wielu innym, Halber wydawało się, że alkohol jest jakimś rozwiązaniem. Piła długi i dużo, jak na swój młody wiek. A ludziom wydaje się, że kobieta sukcesu, znana, nie mająca problemów z pracą i pieniędzmi, nie ma powodów do zapijania czegokolwiek.

W książce opisuje swoje próby zaprzestania picia i ćpania. Podejmowała próby terapii u różnych fachowców, przeszła dwanaście kroków AA. Nie lubiła mityngów i innych uzależnionych. Towarzyszymy Halber w jej wstydzie, zaprzeczeniach, zwykłych etapach uzależnienia i wychodzenia z niego. Strach prze życiem, sobą, leczeniem to jeden z bohaterów książki.

Autorka dobrze oddała koszmar picia, koszmar trzeźwienia i koszmar abstynencji. Czy walka ostatecznie się udała? Trzeba chyba odpowiedzieć pytaniem na pytanie: a czy uzależniony kiedykolwiek po zaprzestaniu picia jest bezpieczny?

Polacy piją chętnie i dużo. Równie chętnie używają narkotyków. 64% Polaków twierdzi, że narkotyki to nic takiego. Oznacza to, że Polaków uzależnionych od różnych substancji jest kilka, a może nawet kilkanaście milionów. Alkoholik i narkoman to nie musi być żul taplający się we własnych odchodach gdzieś na ulicy. To również może być, i często jest, osoba, o której nigdy nie pomyślelibyśmy, że jest uzależniona, tak jak było w przypadku Małgorzaty Halber. Wszyscy oni tak samo potrzebują pomocy, a sami muszą powalczyć o życie.

Wciąż, po wydaniu kolejnej tego typu książki, pojawiają się głosy, że po co takie zwierzenia, że celebryci chcą tylko w ten sposób wzbudzić ponownie zainteresowanie, że to żenada itp. A jednak uważam, że każda taka książka, w której autor nie bez wstydu przyznaje się do uzależnienia i pokazuje, że można i trzeba walczyć, jest potrzebna.

Uzależnić się można od wszystkiego. Uzależnić się może każdy. Przeczytajcie ku przestrodze. A może i na pomoc.

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Najgorszy człowiek na świecie Małgorzata Halber Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

Radiota czyli skad sie biora Niedzwiedzie 212x300 - Radiota, czyli skąd się biorą Niedźwiedzie – Marek Niedźwiecki RecenzjaZaczynam  powoli oswajać się z myślą, że istnieją na tym świecie osoby, które lubią muzykę, słuchają radia (jakiegoś…), ale nie wiedzą kim jest Marek Niedźwiecki.
A jego głos to jedno ze wspomnień z mojego dzieciństwa. I młodości. I dorosłości. I starości – a nie, jeszcze nie.
Niedźwiedź w swojej kolejnej książce wspomina swoje dzieciństwo w Szadku. Kto znałby Szadek, gdyby nie Marek Niedźwiecki? To było pytanie retoryczne.
Wspomina szkoły, studia, pracę w radiu Żak, Radiu Łódź i oczywiście w naszej Trójce. Piszą „nasz”, bo jest stałym gościem w moim domu. Wspominałem już o tym? Wiem, ale nie mogę się powstrzymać!
Niedźwiecki pisze również o Liście Przebojów Trójki, jego wyprawach do Australii, trudnych życiowych wyborach, samotności. O muzyce, przyjaciołach, słuchaczach również. O tych miłych i normalnych też…
Ta książka to taka spowiedź na 60-te urodziny. Jak ten czas leci!
Jest szczerze, Marek Niedźwiecki nie unika trudnych tematów. Nie powiem o co chodzi, warto bowiem najpierw zapoznać się z tym co on ma do powiedzenia a dopiero potem poznać zdanie innych. Taka kolejność jest logiczna, prawda?
Czyta się szybko, Niedźwiedź jest zwięzły (w końcu to radiowiec!) i ma dar opowiadania. Znajdziesz w książce również sporo zdjęć. Niektóre naprawdę są…, jakby to powiedzieć, zaskakujące.

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Radiota, czyli skąd się biorą Niedźwiedzie – Marek Niedźwiecki Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać