Przeskocz do treści

MIeDZYMORZE 193x300 - Międzymorze Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową Ziemowit Szczerek RecenzjaGdzie kończy się Europa, a zaczyna twór nazywany Europą Środkową, Wschodnią? Ren? Odra? Wisła? Bug? A co jest za tą granicą? Stepy, dzicz, pustka, nicość. To właśnie te peryferia, od Adriatyku po Morze Czarne, od Bałkanów po Bałtyk, interesują Ziemowita Szczerka.
Jak sam zaznaczył to „Książka podróżnicza, o podróżach i wrażeniach”.
Borduria, Rurytania, Molwania, Elbonia, Krakozja. Ta kraina, która nie istnieje, była różnie nazywana. A on się nie bał i w nią wstąpił. I opisał swoje podróże. Są oczywiście również analizy, próby zrozumienia z czym mamy do czynienia.
Mity półprawdy i prawda, które i tak wszystkie są nieistotne, choć część trzyma się całkiem dobrze. I wpływają na losy tego zakątka świata. Nie, nie pępka świata, jak uważają niektórzy Polacy, ale właśnie zakątka wielkiego świata, który nie bardzo interesuje się mieszkańcami jakichś wschodnich terenów starego kontynentu.
Szczerek spogląda na pogranicza, wzajemne relacje między krajami i ich mieszkańcami, stereotypy i problemy, mentalność, wiedzę o sobie. Nacjonalizmy, faszyzm. Obsesje, absurdy, historie. Ludzkie historie, spotkanych ludzi. Spisuje rozmowy, obserwacje, opisuje krajobrazy, piękno i szpetotę tych ludzi i ich ziemi. Sojusze, zdrady, waśnie, wojny. Dumę z grzechów i wstyd za innych, brak samokrytycyzmu, łatwość rzucania oskarżeń. Opisuje, który naród czuje się wielki, a który (po cichu) skarlały. Dumę z grzechów i wstyd za innych, brak samokrytycyzmy i łatwość rzucania oskarżeń.
Jak to ogarnąć? Czy można zrozumieć Międzymorze i jego mieszkańców? Wszyscy mają z tym problem, chyba, że pójdzie się w uproszczenia i stereotypy. Wtedy można się okłamywać, że da się zrozumieć to, co tutaj się dzieje.
No i ile razy można o tym pisać? Albo czytać? A jednak zawsze chętnie czekam na takie książki, szukając odpowiedzi na własne pytania. Przeczytajcie „Międzymorze” Ziemowita Szczerka. Dlaczego macie mieć lepiej ode mnie? Niech Was też przerazi cudaczna forma życia występująca na terenach Międzymorza i szaleństwo, które żyje w jego mieszkańcach od wieków. I po kres świata.

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Międzymorze Podróże przez prawdziwą i wyobrażoną Europę Środkową Ziemowit Szczerek Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

zycie seksualne kanibali 213x300 - Życie seksualne kanibali. Dwa lata na Pacyfiku J. Maarten Troost RecenzjaKiribati. Tarawa. Wioska Bikenibu. Tam, czyli na koniec świata, postanowił pojechać J. Maarten Troost wraz z żoną. Ale za to właściwie bez rozpoznania terenu. Taka dwuletnia wycieczka. Przerażające, prawda?

Tak, wiem, coraz więcej ludzi podróżuje i postanawia mieszkać w różnych dziwnych zakątkach świata. Miejsce, do którego udał się autor, zawsze lepiej wygląda w folderach reklamowych biur podróży, niż na żywo. Trudne warunki do życia, upał, powietrze wilgotne i słone od wód oceanu, rzadkie opady deszczu, brak gleby do uprawy roślin, a tym samym brak urozmaiconego i zdrowego jedzenia. Pozostają ryby, owoce morze, a wszystko zatrute od zakażonej wody. A także jedzenie dostarczane przez statki: monotonne, przeterminowane, ohydne. Bieda, epidemie i różne choroby, których każdy chce uniknąć. Wspomniałem o śmieciach dryfujących po rafie? A  o powszechnym alkoholizmie, brudzie i pasożytach? Deficycie słodkiej wody i elektryczności? Jeszcze mało? Dokładam do tego zwyczaje i styl życia, które dla obcych są trudne do zrozumienia i zastosowania. I stosunki społeczne, wśród których są takie, których nie da się zaakceptować. A także, a jakże, nieudolne i skorumpowane rządy.

Małżeństwo zamieszkał w czymś, co u nas nazywa się barakiem. Ona pracowała, a on zabijał czas i próbował znaleźć jakieś zajęcia dla siebie. Planował napisać powieść, ale zamiast niej otrzymaliśmy wspomnienia z pobytu w tym miejscu… Nie dziwię się, że to wszystko opisał. Może to była forma terapii?

Do pewnych rzeczy się jednak przyzwyczaili, na niektóre niebezpieczeństwa przestali zwracać uwagę. Osiedlając się tam przeżyli szok, a i wracając mieli problemy z przystosowaniem się do zwykłego życia.

To ciekawa książka, naprawdę. Nie powala, nie czyta jej się z wypiekami na twarzy, ale warto do niej zajrzeć. Na przykład żeby przekonać się, jak mamy tutaj dobrze. Fajnie tak siedzieć w fotelu, w otoczeniu jako takiej cywilizacji i tylko czytać o tych wszystkich okropnościach, a nie mieć z nimi styczności.

Problem w tym, że tam przecież żyją ludzie, wprawdzie utrzymywani przez australijskie fundusze pomocowe, ale raczej bez szans na poprawę jakości ich życia.

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Życie seksualne kanibali. Dwa lata na Pacyfiku J. Maarten Troost Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

Przez stany POPswiadomosci 192x300 - Przez stany POPświadomości Jakub Ćwiek Recenzja

Wydaje się, że większość Polaków marzy, aby odwiedzić mityczne, przepraszam, realnie istniejące Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Pierwszy problem jest taki, że większość tam nie dotrze, a drugi problem jest taki, że to, co uważamy za USA, to nasze wyobrażenie powstałe po obejrzeniu filmów, przeczytaniu książek czy komiksów.

Każdy, kto nie ma szans na wycieczkę po Stanach, może przeczytać książkę Jakuba Ćwieka „Przez stany POPświadomości”. A i problem z tym jakie są naprawdę Stany Zjednoczone po części rozwiąże lektura tej książki.

Jakub Ćwiek to pisarz, publicysta, scenarzysta teatralny i filmowy. Popularny pisarz, którego książki dotąd ani jednej nie przeczytałem, ta jest pierwsza, tak się złożyło. Wraz z przyjaciółmi, znajomymi i ojcem postanowił zrobić sobie wycieczkę po Wschodnim Wybrzeżu. Przez kilka tygodni odwiedzili między innymi Bangor, Boston, Providence, Filadelfię, Baltimore, Waszyngton, Nowy Orlean, Nowy Jork.  Przy okazji prowadzili związane z tym projekty: pisali blogi, książkę, kręcili filmy. Odwiedzili biuro Stephena Kinga, wytwórnię Troma, miejsca związane z Lovecraftem, Rockym Balboa i wiele innych.

Odwiedzali miejsca znane z filmów, seriali, komiksów, piosenek, książek. Czyli śladami mitów popkultury, w poszukiwaniu opowieści ukrytych za historiami znanymi z produktów popkultury.

Jak skończyła się ta konfrontacja mitów z rzeczywistością? Czasami były olśnienia i zachwyty, czasami rozczarowania, bo na przykład miejsca znane z filmów nie istnieją, albo są inne, albo wyglądają  jakoś tak zwyczajnie.

Oprócz relacji z samej podróży w książce poczytamy również o samych dziełach będących inspiracją do podróży, co jest przydatne, ponieważ nie każdy czytelnik wszystkie je widział lub czytał. Do tego są również praktyczne porady dotyczące tego, jak podróżować po Ameryce, żeby było tanio, bezpiecznie i przyjemnie. Od czasu do czasu autor wspomina także o wzajemnych relacjach kilku osób zamkniętych w kamperze na kilka tygodni. Bywało trudno…

Ta relacja z przygody, której można tylko zazdrościć, to świetna gawęda! Zabawne i niebezpieczne sytuacje, ciekawi napotkani na trasie ludzie, przemyślenia dotyczące współczesnej kultury i świata, spora doza humoru i autoironii. Polecam nie tylko osobom zainteresowanym popkulturą i Stanami!

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Przez stany POPświadomości Jakub Ćwiek Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

Rublowka 188x300 - Rublowka  Walerij Paniuszkin RecenzjaŻycie milionerów znamy z telewizji, jakichś medialnych doniesień, często przekłamanych. No chyba, że sami jesteśmy milionerami, więc wiemy, jak to wygląda od środka.
Niewiele osób jednak przed tą książką tak dokładnie poznało życie rosyjskich milionerów. Jak wszystko co pochodzi z Rosji i jak wszyscy Rosjanie, także tamtejsi milionerzy dość poważnie odstają nawet od obrazu milionerów, naszych czy z Europy Zachodniej, pokazywanego w mediach.
Walerij Paniuszkin opisuje bardzo ciekawe rzeczy, czyli fenomen zamieszkiwanej przez milionerów Rublowki i ich samych. Władców świata. Z Osobą Pierwszą na czele, czyli niejakim Putinem.
Sporo w tej książce anegdot, ale nie zawsze jest po nich do śmiechu, gdy sobie uprzytomnimy, że to się dzieje naprawdę…
Rublowka to ulicodzielnicomiejscowość, już w czasie ZSRR była zamieszkiwana przez osoby bogate i najważniejsze w kraju. Co tam często oznacza jednych i tych samych ludzi. Rublowka to nie tylko miejsce, ale również specyficzna mentalność, stan ducha i portfela.
Atrybutami tych nowobogackich z dziwnymi pomysłami są oczywiście pieniądze, ale również władza, ubrania, domy, samochody, praca. Wygórowane ceny, mody, trendy i bardzo często głupota.
Paniuszkin opisuje mechanizmy zdobywanie rosyjskich fortun i jak to powiązane jest z władzą. Bo łaska urzędników jest tam bardzo ważna. Oni też muszą się przecież nachapać.
Rublowka to inne prawa, nie tylko dlatego, że jej mieszkańcy mają pieniądze, ale właśnie dlatego, że w Rosji system polityczny jest niedemokratyczny i wasalny. Podporządkować się temu systemowi to mieć albo święty spokój, albo, jeśli jest się do tego sprytnym, oznacza również zdobywanie pieniędzy. Dużych pieniędzy.
Autor pisze jak o tym wszystkim jak o Grze, której zasady próbuje poznać, zgłębić i przekazać czytelnikom. Te zasady nie zawsze są jasne, ale być może to tylko ci spoza Rublowki nie są w stanie ich pojąć.
„Rublowka” Walerija Paniuszkina to literacko piękna książka, pomimo, że to literatura faktu, reportaż. Choć w to, że to co opisał jest realne, momentami naprawdę trudno uwierzyć.

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Rublowka  Walerij Paniuszkin Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać

Czardasz z mangalica 197x300 - Czardasz z mangalicą Krzysztof Varga RecenzjaPolak Węgier, dwa bratanki, w Varga to 2 w 1. Dwie części są scalone i zarazem rozłączone przez to, co wspólne dla Węgrów i Polaków i to, co rozłączne, co nas różni. Bo Krzysztof Varga, dzięki ojcu i matce, to i Polak i Wegier, jakby ktoś nie wiedział.
Podróże na Węgry to okazja do snucia wspomnień, przypominania sobie ludzi, opisywania świata jaki był i jest. Głównie oczywiście na temat Węgier i Węgrów. Ta książka to również nostalgiczna wyprawa w czas polsko – węgierskiego dzieciństwa.
Węgry i ich mieszkańców Varga opisuje między innymi za pomocą jedzenia, które dużo o nich mówi. Od razu zaznaczam, że przeciętny Polak ma małą wiedzę na temat węgierskiego jedzenia.
Autor opisuje różne tamtejsze miasta i rejony kraju, co również jest przyczynkiem do ogólniejszych refleksji nad światem i życiem w ogóle. Są ludzie, miasta, kościoły, targowiska, które są i podobne do naszych i niepodobne. Niby niewiele kilometrów nas dzieli, wiele łączy, a i tak różnimy się od Węgrów mocniej, niż sądzimy.
Nie może oczywiście zabraknąć pytań podstawowych, typu co to jest węgierskość. Odpowiedź jest i jakby jej nie było, no bo czy można w pełni odpowiedzieć na takie pytanie?
Zarówno w książkach o Polakach, jak i Węgrach, nie może zabraknąć historii. A historia Węgier nie jest łatwa, bo wystarczy przywołać sojusz z Hitlerem, żeby się zorientować, że Węgrzy mają nad czym się zastanawiać. Ale czy to robią? Czytamy również o historii nam nieznanej, a ciekawej, żeby nie rzecz fascynującej.
A propos! Varga twierdzi, że węgierskie umiłowanie klęski jest większe niż polskie. Nie do wiary! To jest niemożliwe!
Na kartach tej książki pojawiają się również pisarze, słabo u nas znani: Danilo Kisa, Csath, Kosztolany. No bo co Polacy znają z węgierskiej literatury? Starsze pokolenie może „Chłopców z Placu Broni” D, której to książce Varga dopisuje ciąg dalszy.
Czasami słyszymy o politycznych zmianach na Węgrzech, czasami bardzo dziwnych, których my, Polacy, byśmy nie zdzierżyli. A Węgrzy jakoś dają radę.
Varga zauważa również, że w Polsce coraz większa popularnością cieszą się węgierskie produkty kulinarne, powstają sklepy z węgierskimi wędlinami i winami, otwiera się węgierskie restauracje i bistra. A na Węgrzech otwiera się polskie sklepy dla kiboli. O kim to gorzej świadczy: o nich czy o nas?
Polskę i Węgry łączą historia, różne narodowe cechy i teraz Krzysztof Varga. Jak to tego pisarza, sporo jest humoru. A także ciekawostek i dziwnostek. Bez nich chyba nie można poznać żadnego narodu.
Książka do przeczytania. Nie wiem czy wybiorę się kiedyś na Węgry, „Czardasz z mangalicą” mi chyba wystarczy. Nie, żartowałem, teraz tym bardziej mam ochotę się tam wybrać.

©PrzemyslawPufal

e487722b175470430cf1666c9d2ceea2?s=100&d=mm&r=g - Czardasz z mangalicą Krzysztof Varga Recenzja

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać