Swing Time Zadie Smith Recenzja

Londyn, lata osiemdziesiąte XX wieku. Matka bohaterki książki pochodzi z Jamajki, ojciec jest biały. Mama jest ambitnym samoukiem i pomimo przeszkód jej działania zaprowadzą ją nawet do parlamentu. Ojciec za to jest bardziej emocjonalny.

Dziewczynka porównuje swoje życie z tym, jakie mają jej koleżanki, a szczególnie ta najważniejsza, Tracey. Obie fascynują się tancerzami, chcą zostać tancerkami, uczą się tańca obie, ale lepsza jest jednak Tracey.

Dziewczyny dorastają, budzi się ich seksualność. Spotykają się z rasizmem, w jego różnych przejawach. Wychodzą na jaw rodzinne tajemnice, na przykład nieznane do tej pory bohaterce inne dzieci jej ojca.

Widzimy świat lat 80-tych i 90-tych, obyczajowość, zmieniające się mody, zmiany społeczne, biedę i oczywiście rasizm, relacje pomiędzy rasami, a także pomoc dla Afryki.

Jedną z fascynacji jest gwiazda muzyki Aimee, której asystentką zostanie nasza bohaterka. To będzie fascynująca praca, ale również niełatwa.  Poznajemy ówczesne subkultury, czytamy jak wyglądała praca w przemyśle rozrywkowym. W tym wszystkim musi odnaleźć się nasza bohaterka i postaci wymienione wyżej. Smutek, śmiech, zwyczajne życie, dramatyczne wydarzenia i wybory, to wszystko znajdziemy w książce.

„Swing Time” nie jest powieścią linearną, skaczemy w czasie i przestrzeni. Autorka podtrzymuje dramaturgię zapowiedziami przyszłych wydarzeń lub czegoś, co już się  w życiu bohaterki wydarzyło, ale czytelnik jeszcze nie poznał. Zadie Smith porusza mnóstwo tematów, ale płynnie przechodzi od jednego do drugiego. Nie jest to chaotyczny świat, ale świetnie skomponowana opowieść.

Swing Time musi się kiedyś dla każdego skończyć. I dla bohaterki książki, i dla jej czytelnika. I szkoda, bo niniejszym zaliczam tę książkę do moich dwóch  ulubionych powieści (razem z „Białymi zębami”) Zadie Smith.

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać