Trociny Krzysztof Varga Recenzja

Jestem trochę rozczarowany, jest mi wstyd i więcej nie sięgnę po książki Krzysztofa Vargi. Już wyjaśniam, co się stało.
Otóż rzeczony Varga popełnił powieść, której bohaterem jest facet, pięćdziesięcioletni sprzedawca obwoźny, komiwojażer w sensie, siedzący sobie w pociągu, który sobie stoi, znaczy pociąg, nie facet, bo dlaczego miałby jechać, narzeka sobie na swoje życie i świat dookoła, to znaczy faceta narzeka, nie pociąg. Narzeka to słabo powiedziane, on obrzuca błotem i równa z ziemią wszystkich, z którymi się zetknął i nie zetknął w swoim życiu. Była żona, rodzice, kościół, wieś, korporacyjne szczury, Polacy en masse, to ofiary jego monologu.
I ktoś powie, że takich gości to on zna osobiście albo z internetu. Owszem, skojarzenia z internetowym hejtem są uprawnione, tyle, że oczywiście w wydaniu Vargi to również przygoda z pięknym językiem.
Bohaterem mógłby być każdy Polak, a przynajmniej większość z nas, bo permanentnie jesteśmy niezadowoleni z życia, ludzi, wszechświata. I czytając powieść przytakiwałem raz po raz jej bohaterowi. Tym bardziej, że nie jest to jakiś troglodyta.
I tu wchodzą na scenę moje rozczarowanie i wstyd. Rozczarowany jestem tym, że Varga nie daje kurde recepty, dzięki której można by naprawić to, co zepsute. Ale może i pisarz nie od tego jest? A wstydzę się dlatego, że wraz ze zwiększającą się liczbą przeczytanych stron zdawałem sobie sprawę, że Piotr Augustyn to psychopata. Jakże więc to tak, ja zgadzam się ze świrem? Czyżbym sam również nim był?! Nie może być!
A zakończenie książki jest zaskakujące, w żadnym razie nie szukajcie go w sieci, nie pytajcie znajomych, bo ominie was mocny wstrząs.
Oczywiście skłamałem pisząc na początku, że nie będę czytał książek Vargi. Będę i mam nadzieję, że jeszcze nie raz mnie zaskoczy tak jak „Trocinami”.

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać