Życie seksualne kanibali. Dwa lata na Pacyfiku J. Maarten Troost Recenzja

Kiribati. Tarawa. Wioska Bikenibu. Tam, czyli na koniec świata, postanowił pojechać J. Maarten Troost wraz z żoną. Ale za to właściwie bez rozpoznania terenu. Taka dwuletnia wycieczka. Przerażające, prawda?

Tak, wiem, coraz więcej ludzi podróżuje i postanawia mieszkać w różnych dziwnych zakątkach świata. Miejsce, do którego udał się autor, zawsze lepiej wygląda w folderach reklamowych biur podróży, niż na żywo. Trudne warunki do życia, upał, powietrze wilgotne i słone od wód oceanu, rzadkie opady deszczu, brak gleby do uprawy roślin, a tym samym brak urozmaiconego i zdrowego jedzenia. Pozostają ryby, owoce morze, a wszystko zatrute od zakażonej wody. A także jedzenie dostarczane przez statki: monotonne, przeterminowane, ohydne. Bieda, epidemie i różne choroby, których każdy chce uniknąć. Wspomniałem o śmieciach dryfujących po rafie? A  o powszechnym alkoholizmie, brudzie i pasożytach? Deficycie słodkiej wody i elektryczności? Jeszcze mało? Dokładam do tego zwyczaje i styl życia, które dla obcych są trudne do zrozumienia i zastosowania. I stosunki społeczne, wśród których są takie, których nie da się zaakceptować. A także, a jakże, nieudolne i skorumpowane rządy.

Małżeństwo zamieszkał w czymś, co u nas nazywa się barakiem. Ona pracowała, a on zabijał czas i próbował znaleźć jakieś zajęcia dla siebie. Planował napisać powieść, ale zamiast niej otrzymaliśmy wspomnienia z pobytu w tym miejscu… Nie dziwię się, że to wszystko opisał. Może to była forma terapii?

Do pewnych rzeczy się jednak przyzwyczaili, na niektóre niebezpieczeństwa przestali zwracać uwagę. Osiedlając się tam przeżyli szok, a i wracając mieli problemy z przystosowaniem się do zwykłego życia.

To ciekawa książka, naprawdę. Nie powala, nie czyta jej się z wypiekami na twarzy, ale warto do niej zajrzeć. Na przykład żeby przekonać się, jak mamy tutaj dobrze. Fajnie tak siedzieć w fotelu, w otoczeniu jako takiej cywilizacji i tylko czytać o tych wszystkich okropnościach, a nie mieć z nimi styczności.

Problem w tym, że tam przecież żyją ludzie, wprawdzie utrzymywani przez australijskie fundusze pomocowe, ale raczej bez szans na poprawę jakości ich życia.

©PrzemyslawPufal

Przemysław Pufal - uzależniony od czytania i bojący się, że nie będzie co czytać